|
|
||||||||
|
|
Kazimierz Kowalczyk
- urodzony w 1961 roku w Rabie Wyżnej, w latach 1981-1986 studiował
na wydziale rzeźby w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w
Gdańsku. Na początku 1988 roku uległ ciężkiemu wypadkowi. Trwający dwa
lata proces leczenia i powrotu do zdrowia zbliżył go do Boga. Wszystko,
co Kazik tworzy, co wykuwa w drewnie przenika jego żarliwa wiara.I |
|||||||
|
|
||||||||
|
|
Od momentu, gdy zacząłem być świadom rzeczy wokół siebie, czułem jakiś brak w moim życiu. Właściwie nie bardzo umiałem powiedzieć,dlaczego rzeczy mają się tak, jak się mają. Byłem uwrażliwiony na zło i krzywdę, którą widziałem dookoła, odkrywałem w historii naszej cywilizacji, narodu czy chociażby na ulicy. Studiowałem. Wtedy moje prace mówiły o rozstrzelaniach, dołach zagłady o wyścigu zbrojeniowym, wybuchu bomby atomowej, napromieniowanych ludziach... Było tam mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Dlaczego historia jest taka a nie inna? Dlaczego życie wygląda tak a nie inaczej? Dlaczego jednego człowieka spotyka to, a drugiego coś innego? Jak można pokierować życiem? Jak można nadać mu jakiś sens? Dostrzegałem przypadkowość rzeczy i to mnie rozbijało wewnętrznie. W tym czasie ożeniłem się, ale to też stało się przyczyną konfliktów i problemów.Nie przyniosło upragnionego spokoju i spełnienia. Moje małżeństwo poddałem przypadkowi, nie pracowałem nad nim, nie starałem się nadać mu jakiegoś wizerunku, pełni. W pewnym momencie nasze małżeństwo zaczęło odzwierciedlać tragizm tego świata. Według mnie historia człowieka rozpoczyna się wtedy, gdy zaczyna on być w bliskiej społeczności z drugim człowiekiem. W moim życiu był to moment kiedy ożeniłem się. Byłem z żoną, mogliśmy odkrywać się nawzajem. Jednak ciągle mieliśmy problem z tym, żeby postrzegać siebie jako jedność. Każdy żył właściwie własnym życiem, a drugi współpartner był tylko przeszkodą. Mimo, że mieliśmy już syna i wszelkie warunki do tego aby być wspaniałą rodziną, jaką Bóg przewidział, byliśmy bliscy pełni, jednak przeżywaliśmy poważny kryzys małżeński. Właśnie wtedy zdarzył się wypadek... Po studiach, postanowiłem wrócić na południe Polski skąd pochodzę. Jechałem w nocy samochodem ciężarowym. Siedziałem obok kierowcy. Nagle uderzyliśmy w stojący na poboczu samochód ciężarowy... To cud, że wydobyto moje ciało z tej kabiny. Jeszcze tliło się we mnie życie. Przez trzy dni byłem nieprzytomny bliski śmierci. Odzyskałem przytomność, ale nie pamiętałem co było wcześniej. Po miesiącu wróciła mi pamięć. Zaczął się okres rehabilitacji, powrotu do zdrowia. Pobyty w szpitalach, operacje. Przez dwa lata byłem ciągle chory i niedołężny. To był czas, w którym do moich dotychczasowych pytań bez odpowiedzi dołączyły następne, tragiczne pytania, dotyczące zarówno mojej sytuacji jak i innych chorych ludzi. Niektórzy obok umierali. Otaczający świat był chorobą, zwariowany, niesprawiedliwy... A we mnie istniało pragnienie innego świata, innej rzeczywistości. Zacząłem sięgać do Biblii. W szpitalu w Leverkusen (Niemcy), gdzie leżałem pół roku, moje serce coraz mocniej przywierało do tego co czytałem. Zobaczyłem Boga, którego wcześniej zupełnie nie znałem. Okazało się, że nie jest to ktoś tajemniczy, groźny i bardzo odległy. Dotychczas słowo Bóg było dla mnie tylko pustym dźwiękiem, a w najlepszym przypadku czymś, co oznaczało jakąś tradycję. Poznając Boga z kart Pisma Świętego zobaczyłem, że jest to ktoś, kto ma moc uwolnić mnie z nałogu palenia papierosów, z którego nie potrafiłem wyjść o własnych siłach. Bóg wybawił mnie z choroby - znowu jestem sprawnym chodzącym człowiekiem. Nastąpiło także uzdrowienie naszego małżeństwa. Jesteśmy jedno w Chrystusie. Uzdrowienie, duchowe - narodzenie z Ducha sprawiło, że nie jestem już w centrum mojego życia. Zobaczyłem NAS: nasze dzieci, nasze małżeństwo, które teraz rozumiem i dostrzegam jego sens. Wiem, że jestem częścią Bożego planu - podniesiony z prochu ziemi człowiek. Kazimierz Kowalczyk
|
|||||||
|
|
||||||||